Wpisy z miesiąca: Czerwiec, 2009
Rowerek dziecięcy
Chcieliśmy niedawno kupić Młodemu rowerek. Oglądaliśmy różne ale jakoś nic nas nie urzekło. Problem wyboru rozwiązał się sam przedwczoraj: Olek dostał rowerek od dziadków na roczek.
Trzeba przyznać, że babcia (bo to ona wybierała) trafiła idealnie. Rower ma wszystko co chcieliśmy: ‘obręcz’ — zabezpieczenie, żeby dziecko nie spadło, podpórki na nogi oraz pałąk do prowadzenia sprzężony z kierownicą. Całość jest estetyczna i dość dobrze wykonana (przynajmniej na razie tak nam się wydaje). Kółka mogłyby być inne, bo te są toporne, plastikowo-gumowe, a lepsze byłyby całe z gumy, ale trudno, darowanemu koniowi…
Przetestowaliśmy go w domu i na osiedlu. Wydaje się OK. Młodemu się spodobał i to bardzo, szczególnie ‘szybka’ jazda i skręcanie w ostatnim momencie przed przeszkodą powodowały wybuchy radości i śmiechu…
Cechy szczególne: rowerek Smiki dla dzieci w wieku 1-4 lat, składana podpórka na nogi, pasy bezpieczeństwa, bezpieczne pedały (wysprzęglone lub sprzężone z kołem), obręcz zabezpieczająca (demontowalna).
Roczek za nami
12 miesięcy za nami. 12 miesięcy co do których byliśmy pełni obaw jak to będzie. 12 miesięcy uczenia się macierzyństwa i tacierzyństwa ;-) 12 miesięcy naszej małej rodziny. 12 miesięcy pełnych niespodzianek.
12 dobrych miesięcy.
Wczoraj świętowaliśmy to doniosłe ;) wydarzenie. Przyjechali goście, była msza na roczek, tort i prezenty. I dużo radości!
Pierwsze kroki
Obiecałam w poprzednim poście, że napiszę jaka nas wczoraj na ogródku spotkała niespodzianka… więc piszę.
Pogoda po południu dopisała (nareszcie!), więc zamiast spaceru zafundowaliśmy sobie miłe chwile na kocu, właściwie pierwszy raz w tym roku trafiła się taka okazja. Rozłożyłam koc na trawie, Młody dostał zestaw zabawek, a ja położyłam sie obok. I tak się spokojnie ten mój Olek bawił. Co ciekawe, bał się trawy, za nic nie chciał jej dotknąć
W pewnym momencie zabawki mu się znudziły i zaczął sie po mnie wspinać. Wstawał, rozglądał się i z wrażenia chyba przestawał się trzymać. Raz, drugi i trzeci. Pomyślałam, że może zrobię w takim razie kilka fotek skoro tak ładnie stoi i się rozgląda. Przygotowałam aparat, Olek spojrzał, w oku pojawił mu się ten błysk i… i zrobił w moją stronę malutki krok! A potem drugi! I bęc! Moje dziecko pierwszy raz w życiu zrobiło krok bez żadnej podpórki Nie muszę chyba pisać jak się ucieszyłam!!!
A potem powtórzył to jeszcze dwa razy i na razie nowy rekord w chodzeniu to całe 4 kroki ;-) No jej, od czegoś trzeba zacząć.
Huśtawka
Jutro Młody będzie obchodził roczek. Już! Chcieliśmy mu z tej okazji sprezentować coś fajnego. Myślałam na początku o jakimś małpim gaju: zjeżdżalnia, huśtawka i domek — coś w tym stylu. Zrobiłam mały rekonesans w internecie i stwierdziliśmy, że może z takim zakupem lepiej poczekać, aż Olek podrośnie, bo nie wiadomo na ile skorzystałby z tych wszystkich atrakcji. Ciężko byłoby się też zdecydować na coś sensownego — z mniejszych placyków zabaw wyrósłby pewnie do następnego lata, a na większe jest jeszcze za mały.
Ostatecznie wybór padł na huśtawkę. Na babcinym ogródku zamontowaliśmy już kiedyś hamak i wymyśliliśmy, że dobrze by było do niego dołączyć konstrukcję huśtawki. I to był dobry pomysł!
Całość montażu (z zakupem potrzebnych materiałów) zajęła nam trzy dni i to tylko dlatego, że pogoda nie dopisywała. Najgorsze było wbicie hmmm jak to nazwać — konstrukcji utrzymującej palik. Potem już tylko skręcanie całości: tym oczywiście zajął się szanowny małżonek, a ja mu dzielnie towarzyszyłam ;-). Samą huśtawkę znaleźliśmy w internecie, bo w sklepach nie było nic sensownego.
Wczoraj konstrukcja ostatecznie stanęła i została oddana do użytku (wymaga jeszcze pomalowania). I trzeba przyznać, że pomysł na huśtawkę to był naprawdę strzał w dziesiątkę. Młody miał kupę radości z bujania, śmiał się, machał rączkami. Nie spodziewaliśmy się, że aż tak mu się spodoba, szczególnie, że do nowości podchodzi raczej z dystansem. Polecamy!
Dla zainteresowanych: całość kosztowała ok 200 zł, z czego za huśtawkę zapłaciliśmy 120 z kosztami przesyłki. Huśtawka Little Tikes, przeznaczona dla dzieci od 9 do 48 miesięcy. Bezpieczna — z pałąkiem, który usuwa się, gdy dziecko podrasta.
A! Wczoraj na ogródku spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka ale o tym w następnym poście!
Antagonizmy na forach
Chciałam dać tytuł ‘forumowe antagonizmy’, ale te ‘forumowe’ brzmi jakoś koślawo, z resztą nie lepiej nić ‘forowe’ (choć jednak ku tej wersji bym się skłaniała). Jakiś inny pomysł?
Może jednak zostawmy kwestie językowe i skupmy się na temacie. Odwiedzam w wolnych chwilach różne fora przeznaczone dla matek małych dzieci. Ostatnio zaczęłam się nawet na niektórych udzielać i staram się dać jakaś dobrą radę, jeśli oczywiście mam coś akurat w tej sprawie do powiedzenia. Cóż za prospołeczna postawa ;-).
Zauważyłam przy okazji pewne zjawisko, czyli właśnie te tytułowe antagonizmy. Panuje na forach pewien rodzaj walki:
- między mamami piersiowymi i butelkowymi (karmiącymi naturalnie i karmiącymi mlekiem modyfikowanym), - między mamami dzieci wychowanych ze smoczkiem i tymi ‘bezsmokowymi’, - między mamami wolącymi chusty i tymi, które wybierają nosidełka, - między mamami wybierającymi pieluchy jednorazowe, a tymi bardziej eko — z pieluchami tetrowymi lub wielorazowymi (choć generalnie te drugie są w mniejszości i często jednak uznawane są za jakieś dziwo).
Jest jeszcze kilka drażliwych tematów na forum jak: słoiczki, chodziki, ubieranie na spacer itp.
No tak… Ile osób, tyle opinii. Ale czasami dziwi mnie niechęć jednych matek do drugich. Nie rozumiem po co tyle złośliwości. Nie będę Wam serwować truizmów w stylu „Matki wszystkich dzieci łączcie się” ale może dobrze byłoby czasem spojrzeć z większym dystansem i tolerancją na inne mamy?! Bo chyba jednak więcej nas łączy niż dzieli.
Ps. Ale, że Michael Jackson nie żyje?! Był jaki był, ale tytułu Króla Popu mu nie można odmówić… Skończyła się pewna epoka hmm a może era…
Wycieczka do zoo
W kwietniu pojechaliśmy z Młodym do zoo. Wcześniej zastanawiałam się czy taki wyjazd ma sens, czy 9-miesięczne dziecko skorzysta z takiej wycieczki. O dziwo, okazał się to całkiem dobry pomysł.
Najpierw byliśmy w ogrodzie zoologicznym w Opolu, a potem — zachęceni tym wyjazdem — pojechaliśmy do wrocławskiego zoo. Obie wycieczki się udały. Olek z zainteresowaniem oglądał zwierzęta: te większe i te które mógł zobaczyć z bliska. Przyglądał im się. Widać, że go to zaciekawiło.
A my w tym czasie odpoczęliśmy i miło spędziliśmy czas. Myślę, że wkrótce wybierzemy się do kolejnego zoo.
Adresy ogrodów zoologicznych wrzucam do Adresowni.
Nocnik
Naczytałam się jakiś czas temu o nocnikowaniu: że najlepiej zaczynać jak dziecko ma dwa lata, bo wtedy kontroluje zwieracze. Potem poczytałam na forum, że znaczna część dzieciaków w tym wieku na nocniku nie chce siedzieć i z odpieluchowaniem jest dużo problemów. Do tego doszło ciągłe zagadywanie mojej mamy o nocnik, bo my (brat i ja) na roczek lataliśmy już bez pieluch.
Pomyślałam, przemyślałam… Stwierdziłam, że zakup nocnika nie zaszkodzi, posadzenie Młodego na nim — tym bardziej.
Założenie było takie, żeby przyuczyć synka do siedzenia na nocniku, żeby później się nie zdarzyło, że nie będzie chciał na nim siedzieć, a będzie wrzeszczał, uciekał i co tam jeszcze.
Kupiłam. Całe 9 pln. Zaszalałam ;-). Posadziłam na nim Młodego. Zaczął marudzić. Wzięłam z nocnika. W myślach już miałam wizję dziecka w pieluchach idącego do podstawówki ;). Następnego dnia eksperyment powtórzyłam. Posadziłam. A tu dosłownie po kilku sekundach siku! Wiadomo — przypadek — ale jak mi morale podskoczyło! Pochwaliłam dziecko, ach i och.
To było jak mały skończył 10 miesięcy. Za niedługo kończy roczek i stan nocnikowania na dziś jest taki: sadzam Młodego na nocnik rano, po drzemce, po posiłkach i przed kąpielą. I prawda jest taka, że Olek zawsze coś do nocnika robi. Albo od razu albo po chwili (tą grubszą sprawę;-)). Nie zmuszam go do siedzenia, sam siedzi i najwyraźniej mu to pasuje. Nie spędza na nocniku dłużej niż minutę, może dwie. Jakiś czas emu pojawił się u niego odruch, że jak go sadzam to się napina — wie, że takim sposobem coś zrobi.
W planie mam zaprzestać zakładania synowi pieluchy na dzień, przy czym czekam aż się zrobi cieplej, żeby mógł chodzić w koszulce i spodenkach (a nie body — za długo się rozpina i ściąga). Nie nastawiam się na jakieś nadzwyczajne sukcesy, chcę po prostu spróbować.
A! Na większości forów nazwaliby mnie szaloną, zmuszającą dziecko do siedzenia, a moje wyczyny — „łapaniem siuśków”. Nie widzę tego tak, czuję, że to co robię ma sens! Trzymajcie kciuki za tę naszą naukę :-)
Ps. Nocnik chyba zmienię na inny. Ten ma za mały wstęp dla chłopca. Zdarzyła nam się już fontanna na pokój ohm…
Ząbkowanie
No i mamy ząbki nr 9 i 10! Młodemu wychodzą górne czwórki :-)
A skoro jest taka nowina, to może post o ząbkowaniu nie zaszkodzi?
Jak to u nas z ząbkami było? Pierwsze dwa pojawiły się dokładnie jak Młody skończył 5 miesięcy. Wyszły jeden za drugim, a były to dolne jedynki. Niewiele później dołączyła do nich dolna dwójka. A potem było długo, długo nic. I dopiero gdy Olek skończył 10,5 miesiąca zaczęły się pojawiać kolejne. I to ile! Górne jedynki, dwójki i ‘zagubiona’ dolna dwójka. Właściwie w ciągu miesiąca wyrosło synkowi 5 ząbków.
No i mamy stan na dziś, czyli 10 :-)
I takie ząbkowanie mi się podoba! Podobno dzieci strasznie marudzą, płaczą i nie śpią, gdy rosną im zęby. My tego nie doświadczyliśmy. Wychodziły właściwie niezauważone przez nas. Po prostu pojawiały się. Bez marudzenia, gorączki i bólu. Jedynym objawem tego stanu, były stosy śliniaczków lądujących w pralce i ciągle przemoczone koszulki.
Łóżeczko turystyczne
W październiku zeszłego roku, gdy wybieraliśmy się na kilka dni nad morze, kupiliśmy łóżeczko turystyczne. Przydało się, co jest oczywiste, bo Młody musiał przecież gdzieś spać. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że okaże się przydatne nie tylko w czasie wakacji.
Otóż, nasze łóżeczko — z powodzeniem — służy za kojec. Stoi tu obok w pokoju i przydaje się jak muszę wyjść do kuchni, ubikacji, ktoś zapuka do drzwi itp. Zamiast nosić Olka wtedy do pokoju obok do jego łóżeczka (a czasem raczej biec z nim i ‘wrzucać’ do środka — gdy sytuacja nagli), mogę go spokojnie tu zostawić. Młody jest wtedy bezpieczny: nie fika po podłodze i nie ściąga na siebie kolejnych książek ;-) Z resztą, to przecież oczywiste, każdy wie do czego służy kojec.
Poza udawaniem kojca, łóżeczko przydaje nam się też jak jedziemy w odwiedziny do babci, znajomych itp. Rozkładamy je i mamy z głowy ciągłe pilnowanie Młodego, trzymanie na rękach itp. A prawdę mówiąc, Olek też ma przynajmniej chwilę dla siebie: w łóżeczku może się spokojnie sam pobawić i nikt go nie zaczepia.
Reasumując, łóżeczko turystyczne to dobry zakup.
Aha! Mamy takie zwyczajne, bez fajerwerków. Jednopoziomowe. Szybko się składa i zajmuje stosunkowo mało miejsca po złożeniu. W komplecie jest pokrowiec. Babydesign Simple.
A! Ma otwieraną ściankę. Ale tej opcji wolimy na razie nie zauważać, a tym bardziej, pokazywać Młodemu bo choć zamek jest tylko od zewnątrz, pewnie mały spryciarz szybko wykombinowałby jak to otworzyć ;-)
Chodź do cioci
Przejechaliśmy wczoraj całkiem spory kawał Polski i zaliczyliśmy trochę odwiedzin.
I w związku z tym nasuwa mi się jedno pytanie: czy Was też denerwuje, gdy wszyscy chcą brać Wasze dzieci na ręce? Bo mnie to denerwuje… i to bardzo!
Pojawia się na horyzoncie ciocia (generalnie do cioć nic nie mamy!), Olek widzi ją pierwszy raz w życiu, a ona od raz „Nooo chodź do cioci na rączki”. I nie pyta się mnie czy może, tylko wyciąga ręce po dziecko. Po czym przeważnie następuje wymiana zdań. - „Ale on nie pójdzie. Boi się obcych.” - „Jaka ja tam obca. Przecież my rodzina.” - „Będzie płakał”. - „Mnie dzieci lubią. No pójdziesz do cioci, nieeee?”
Po czym następuje a) płacz / krzyk itp. (bo młody już czuje mojego agresora). b) moje stanowcze nie! i wielka obraza cioci c) dalsze przegadywanki i w rezultacie a) i b)
Czy naprawdę tylko mi się takie zachowanie nie podoba?!
Ps. W podobnym stylu jest jeszcze podkarmianie mojego dziecka czym popadnie i uwagi na temat wychowania, ale o tym jeszcze kiedyś napiszę.