Na katar
Kontynuując wątek kataru… Nareszcie przydała nam się Nosefrida, czyli – mądre słowo – aspirator do nosa. Kupiliśmy ją już w czasie kompletowania wyprawki i do tej pory leżała w szafce.
I trzeba przyznać, że jest to całkiem zmyślne urządzonko. Małe dziecko przecież z chusteczki nie skorzysta, a jakoś trzeba się pozbyć nadmiaru wydzieliny. No zawsze można czekać aż wyleci sama… na buzię, ubranka, podłogę… O fe!
Dla nieobeznanych w temacie piszę, że Nosefrida składa się z ustnika, pojemniczka, rurki i gąbeczek. Końcówkę pojemniczka przykładamy do noska dziecka. Ustnik do budzi iiiiii robimy wdech (spokojnie ;-) niczego nie wciągniecie, po to ta gąbeczka). Ciekawe dźwięki, płacz dziecka gwarantowane ale efekt też! Nosek zdecydowanie czystszy i ułatwione oddychanie!
Czasem potrzebne są do tego dwie osoby, żeby jedna przytrzymała malucha, żeby się nie wiercił…
Zdecydowanie polecamy!
Ps. Właśnie weszłam na www.nosefrida.com. Piszą „Nosefrida – snotsucker” czyli dosłownie odciągacz smarków / glutów. Ohmm jak konkretnie, jak smacznie ;-)
Nosefrida – też używamy! Przed pierwszym użyciem było trochę strachu u mnie – czy aby glutków nie wciągnę :-) ale odbyło się to bez tej atrakcji. Tylko Kasia średnio lubi – zresztą, mnie też by się to nie podobało, gdyby ktoś mi wciągał, no i te świszczenie… ale po ‘zabiegu’ przyszła ulga. To fakt.