Ciąża
Wracając do tematu wczorajszych ślubów, a raczej osób tam spotkanych. Jedną z nich była moja koleżanka z liceum. Jest teraz na początku 8. miesiąca ciąży. Niestety, okazało, że musi leżeć, bo jej dzidzia pcha się już na świat. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
A jak to było u mnie? Przez całą ciążę czułam się świetnie. Na początku miałam trochę mdłości (na które pomagały mi zielone jabłka, polecam spróbować), a na końcu doskwierał mi trochę kręgosłup. Poza tymi niedogodnościami nie mogłam na nic narzekać. Do stycznia jeszcze jeździłam na nartach i łyżwach (oczywiście bez szaleństw)*, a tydzień przed porodem chodziłam na długie spacery (raczej wolnym tempem, bo dostawałam czasem zadyszki). Wyniki badań przez całą ciążę miałam OK i przez ten cały czas przytyłam nie więcej niż 10 kg. Do końca kwietnia pracowałam.
Podsumowując, ciąża to był dla mnie naprawdę fajny czas i bardzo dobrze ją wspominam. Tak sobie czasami żartuję, że – aby nie było tak, że wszystko musi być idealne – po takiej ciąży, przy porodzie musiałam dostać w kość… i dostałam… ale to już całkiem inna bajka.
Foto: sxc.hu
*dla tych, który wcześniej nie wczytywali się w bloga: poród miałam pod koniec czerwca