Jeździk / pchacz Fisher Price
Wracam do przeglądu Olkowych zabawek. Tym razem kilka słów o jeździku Fisher Price.
Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że Olek dostał go na Boże Narodzenie, a zabawka nadal jest w użyciu, co więcej nadal go interesuje. Wniosek: jeździk / pchacz należy do zestawu zabawek ‘długowiecznych’.
Po drugie: Olek ciągle odkrywa w niej inne funkcje. Na początku lubił kręcić kluczykiem, potem naciskać przyciski radia, a ostatnio na topie jest wrzucanie klocków do bagażnika. Przycisk włączający światła jest jeszcze dla niego zagadką.
Po 3: zabawka gra melodie, śpiewa piosenki i wypowiada różne słowa (zamknij, otwórz, klakson, światła włączone itp). Ma tryb nauki i tryb muzyki – w zależności od wybranej opcji gada ;-) lub gra. Melodie są na tyle OK, że jeszcze od nich nie zwariowałam. Można też regulować głośność dźwięków.
Po 4: Pchacz ma podpórkę / siedzenie, które można ustawić w dwóch pozycjach: dziecko może siedzieć i odpychać się nóżkami lub stać i pchać całość.
Po 5: Zabawka – jak nazwa wskazuje – ma służyć do pchania lub jeżdżenia. I tu ciekawostka: Olek nie potrafi jej użyć w takim celu! Gdy próbuje ją pchać to autko mu odjeżdża (koła są plastikowe i po prostu ślizgają się), a gdy siadać – raczej nie potrafi odpychać się nogami a czasem ześlizguje się na boki.
Wnioski końcowe: Jako ‘urządzenie’ do zabawy – nadaje się idealnie, jako pchacz / jeździk – raczej średnio. Poleciłabym tę zabawkę ze względu na to, że ma dużo funkcji i potrafi zainteresować dziecko przez dłuższy czas.