Zastrzyki przeciwzakrzepowe Clexane

Niby tylko trzy lata minęły od moje poprzedniej cesarki, a tu się wiele pozmieniało. Przykładowo, teraz jeszcze przez dwa tygodnie od powrotu do domu trzeba robić sobie zastrzyki przeciwzakrzepowe.

I muszę napisać: średniawka! Nigdy w życiu sama nie musiałam sobie robić zastrzyków. Strzykawka specjalna, z krótką igłą, ale i tak jakoś mnie nie przekonuje. Najpierw prosiłam małżonka: póki miał robić zastrzyk w rękę, było ok, ale na hasło, że bijemy w brzuch, podziękował przerażony. A w rękę już nie można, bo się od dziadostwa ;-) siniaki robią i nie wygląda to za dobrze. Z ciężkim sercem więc kłuję się w brzuch i odliczam strzykawki w pudełku. Na szczęście zostały tylko trzy!

A! Przy pierwszym zastrzyku w ogóle było nieciekawie, bo na końcu strzykawki była bańka powietrza. W instrukcji napisano, że tak ma być… ale i tak miałam wizję powietrza w żyłach, w sercu i od razu zawału ;-)

Cóż, uroki macierzyństwa ;-)


4 odpowiedzi do “Zastrzyki przeciwzakrzepowe Clexane”

  • 1. darthvader pisze:

    Przesadzasz. Co maja powiedziec chorzy na cukrzyce jak musza nawet kilka razy dziennie robic zastrzyki.

  • 2. bebik pisze:

    Szczerze im współczuję…

    A mi zastrzyki się wreszcie skończyły! Hurra! Niech jeszcze tylko zejdą te siniaki.

  • 3. Weronika pisze:

    A ja miałam cesarkę rok temu i dostałam tylko jeden zastrzyk w szpitalu… Czyżby aż tak sie znowu pozmieniało? ;) gratuluje córeczki :)

  • 4. bebik pisze:

    Ciekawe jak to jest z tymi zastrzykami. Gdy się zapytałam po co to, usłyszałam tylko, że to jakieś nowe zalecenia. Ale czy szpitalne czy ogólnokrajowe, nie wnikałam.

    Może trzeba zapytać wujka googla :)

Zostaw komentarz, uwagę, myśl...


Ostatnie komentarze
easystat.eu - Statystyki odwiedzin stron www