Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? (Natalia, Krzysztof Minge)
Dostałam ostatnio do przeczytania książkę Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka? Wspólne gry i twórcze zabawy, dzięki którym rozwiniesz jego zdolności. Została ona napisana przez parę psychologów – Natalię i Krzysztofa Minge – specjalizujących się we wspomaganiu rozwoju intelektualnego najmłodszych dzieci – małżeństwo i rodziców trójki dzieci.
Jakie są moje odczucia lekturze książki? W skrócie: mieszane! Ale po kolei…
Została ona napisana łatwym i przystępnym językiem. Jest uporządkowana i przejrzysta (14 rozdziałów plus akapity z tytułami; ramki z podsumowaniem najistotniejszych informacji). Ma 220 stron. Czyta się ją szybko (do ‘połknięcia’ spokojnie w jeden lub dwa wieczory).
Pierwsze strony poradnika poświęcono teorii: poczytamy w nich o rozwoju mózgu i jego półkul, o rozwoju zmysłów – ciekawe, bez naukowego przynudzania, sama esencja wiedzy.
Późniejsze rozdziały traktują m.in. o aktywności fizycznej (od niemowlęcia do przedszkolaka), rozwijaniu mózgu dzieci i zaletach głośnego czytania dzieciom. Tutaj pojawia się coraz więcej wskazówek o tym jak wspomagać rozwój naszych pociech. Fajne, przydatne!
A potem następuje to, co zmieszało moje uczucia ;-) czyli rozdziały: Nauka czytania, Matematyka, Wiedza. Autorzy podają w nich konkretne metody jak nauczyć dziecko czytać, rozumieć matematykę. Maksymalne upraszczając: twierdzą, że dziecko można uczyć czytać gdy skończy cztery miesiące – pokazując mu całe wyrazy; nauczyć dodawania, odejmowania, mnożenia i dzielenia (!) – pokazując kartki z kropkami; uczyć o świecie – pokazując kartki z napisami: koń to ssak. Nie odważę się oceniać ich propozycji, nie mam takich kompetencji, napiszę tylko z goła, że metodę nazwałabym mocno kontrowersyjną… mającą mniej wspólnego z zabawą, a więcej – z tłoczeniem wiedzy w dzieci. Po więcej szczegółów zapraszam do samej książki, na stronę wydawcy lub do wyszukiwarek internetowych…
Pozostałe rozdziały poświęcono: nauce języków obcych, wychodzeniu z domu, rozwojowi pamięci, koncentracji, emocjom i zagrożeniom dla rozwoju małego dziecka. Autorzy omawiają po kolei wymienione zagadnienia, rzeczowo, konkretnie. Jak na tacy zostają czytelnikowi podane informacje co szkodzi, a co wspiera rozwój dziecka, co warto (a czego nie) z nim robić. Godne przeczytania!
Dodam jeszcze – co jest bardzo ważne – autorzy posługując się różnymi stwierdzeniami, badaniami, przykładami podają ich źródło.
Czy warto kupić tę książkę? Szczerze mówiąc, dla mnie nie była zbytnio odkrywcza. Będąc w ciąży z Olkiem poczytałam sporo o rozwoju dziecka, studia i zawód też mam jakie mam, więc ww. lektura nie wzbogaciła jakoś specjalnie mojej wiedzy, chociaż na pewno ją uporządkowała i odświeżyła. Dla kogoś, kto jeszcze nie zgłębiał tego tematu, książka może być bardzo pomocna, bo stanowi pewne kompendium teorii i praktyki dotyczącej rozwoju dzieci. Na pewno warto ją przeczytać oczekując narodzin nowego członka rodziny, szczególnie że (tak jak już wspominałam) dobrze się ją czyta, a i też nie kosztuje jakoś specjalnie dużo, bo 30 pln.
No tak. Wypadałoby już chyba kończyć ten wpis, chociaż temat wydaje mi się jakoś wyjątkowo płodny i przemyśleń mam jeszcze wiele ale blog – wbrew pozorom – nie jest z gumy ;-) (blog, a może raczej mój czas wolny)… Na koniec jednak mała dygresja. Po przeczytaniu poradnika włączyłam youtube w celu pooglądania filmików z dziećmi autorów lektury – trafiłam na następujący:
Szanowny Małżonek akurat spojrzał mi przez ramię i skomentował ze wzrokiem pytającym: „Co to za bzdury?”, a ja zaczęłam się zastanawiać… czy to jeszcze zabawa czy jednak już… tresura…
polecam dobre porady na http://dylematyzwizanezwychowywaniemdzieci.blogspot.com/