Wpisy dla słowa kluczowego ‘12 miesięcy’

Roczek za nami

Roczek za nami

12 miesięcy za nami. 12 miesięcy co do których byliśmy pełni obaw jak to będzie. 12 miesięcy uczenia się macierzyństwa i tacierzyństwa ;-) 12 miesięcy naszej małej rodziny. 12 miesięcy pełnych niespodzianek.

12 dobrych miesięcy.

Wczoraj świętowaliśmy to doniosłe ;) wydarzenie. Przyjechali goście, była msza na roczek, tort i prezenty. I dużo radości!

Pierwsze kroki

Pierwsze kroki

Obiecałam w poprzednim poście, że napiszę jaka nas wczoraj na ogródku spotkała niespodzianka… więc piszę.

Pogoda po południu dopisała (nareszcie!), więc zamiast spaceru zafundowaliśmy sobie miłe chwile na kocu, właściwie pierwszy raz w tym roku trafiła się taka okazja. Rozłożyłam koc na trawie, Młody dostał zestaw zabawek, a ja położyłam sie obok. I tak się spokojnie ten mój Olek bawił. Co ciekawe, bał się trawy, za nic nie chciał jej dotknąć

W pewnym momencie zabawki mu się znudziły i zaczął sie po mnie wspinać. Wstawał, rozglądał się i z wrażenia chyba przestawał się trzymać. Raz, drugi i trzeci. Pomyślałam, że może zrobię w takim razie kilka fotek skoro tak ładnie stoi i się rozgląda. Przygotowałam aparat, Olek spojrzał, w oku pojawił mu się ten błysk i… i zrobił w moją stronę malutki krok! A potem drugi! I bęc! Moje dziecko pierwszy raz w życiu zrobiło krok bez żadnej podpórki Nie muszę chyba pisać jak się ucieszyłam!!!

A potem powtórzył to jeszcze dwa razy i na razie nowy rekord w chodzeniu to całe 4 kroki ;-) No jej, od czegoś trzeba zacząć.

Stało się

No i stało się. Młody pierwszy raz w życiu jest chory!

Może nie do końca, bo kiedyś przez jeden dzień miał gorączkę, innym razem przez jeden dzień — katar. Swoja drogą szczęściarz mały: też chciałabym mieć katar przez jeden dzień… u mnie zawsze tydzień murowany!

Ale wracając do tematu. W piątek Olek całkiem dobrze się czuł i nagle w nocy się zaczęło: marudzenie, zatkany nosek. W sobotę to już katar na całego i lekki kaszelek. Szanowny małżonek pojechał do apteki i kupił witaminę C (Cebion) i wapno. Nurofen mieliśmy już w domu… No wiadomo — jak się rozchorować to w sobotę, gdy przychodnia nieczynna i rodzice muszą sami coś wykombinować;-) W niedzielę Młodego dopadła gorączka i chyba dobrze się stało, bo widać udało się Maluchowi zwalczyć chorobę. Dzisiaj jest już ok.

Zastanawialiśmy się nad przyczyną całego tego zamieszania. I wniosek jest jeden: ząbki! Jedynki i dwójki wyszły mu właściwie niezauważone przez nas — żadnego marudzenia, no może trochę więcej zużytych śliniaczków. A że frycowe zapłacić trzeba, to najwyraźniej czeka nas to teraz, kiedy Młodemu wychodzą czwórki. Biedak ciągle gryzie paluchy i smoka, a koszulki całe przemoczone od śliny. No i marudzi. Mówią, że ząbkowanie i chorowanie nie są ze sobą związane, ale coś mi się w to nie chce wierzyć, szczególnie, że moja mama stwierdziła, że zawsze chorowaliśmy jak nam ząbki wychodziły.

W każdym razie pierwsza choroba za nami! Statystycznie nie jest źle… pierwsza choroba w wieku 11, no 12 miesięcy :-)

Pełne niespodzianek

Pełne niespodzianek

Życie mamy to życie pełne niespodzianek!

Spójrzmy przykładowo na ostatnią środę. Przyszłam z Młodym do pokoju, położyłam na podłodze, powyciągałam zabawki i usiadłam przy biurku. Klikam, stronki się ładują, a w mojej maminej świadomości już błyska czerwone światełko! No i kątem oka widzę, że coś nie tak. Obracam się a tam Młodzian… siedzi na kanapie!!! Siedzi i patrzy się na mnie…

Jak to zrobił!?!?! Jak tak szybko sobie z tym poradził… nie wiem…!

Wniosek jest jeden: trzeba mieć oczy dookoła głowy!

Ps. Po chwili już wiedziałam jak sobie z tym poradził. Przesadziłam na podłogę, a ten cel kanapa, prawa noga go góry, lewa do góry i już na górze! I jeszcze się wspina na oparcie ;-)


easystat.eu - Statystyki odwiedzin stron www